„Fotografia bez tajemnic” – fragmenty i nasz komentarz
To pierwsza książka Bryana Petersona, którą miałam przyjemność przeczytać i słowo przyjemność, rzeczywiście oddaje moje wrażenia po lekturze. „Fotografia bez tajemnic. Jak robić wspaniałe zdjęcia każdym aparatem”, niewątpliwie zajmie ważne miejsce na mojej półce, takie miejsce, do którego w każdej chwili, w razie potrzeby będę mogła sięgnąć. Bo poradnik Petersona to pozycja, do której można, a nawet trzeba wracać za każdym razem, gdy podczas fotografowania będziemy musieli zmierzyć się z sytuacją nietypową, trudną technicznie, czy taką, którą można ugryźć kreatywnie, ale nie wiemy w zasadzie jak (albo nie pamiętamy). I tu z pomocą przychodzi właśnie „Fotografia bez tajemnic”. Jak pisze sam autor, jest to poradnik plenerowy, jednak, jak się okazuje, nie w stu procentach. Niewielki procent, ale jednak, stanowią porady dotyczące także fotografowania w pomieszczeniach . Zawsze jednak chodzi o światło i to jak w takich miejscach poradzić sobie np. z jego niedostateczną ilością, czy źródłem i kątem padania.
Książka podzielona jest na 11 części, w których Peterson w niezwykle lekki a wręcz niekiedy dowcipny sposób, porusza wszystkie podstawowe i niezbędne do opanowania sztuki fotografii zagadnienia. Mamy tu więc po kolei: podstawowe aspekty fotografii cyfrowej (co nie znaczy, że w książce nie pojawiają się czasem także porady dla użytkowników aparatów analogowych, jednak w niewielkim stopniu), ekspozycja, przysłona, czas naświetlania i ISO, kreatywne widzenie (o kreatywności w fotografii Peterson wspomina w książce często), komponowanie, światło, fotografia zbliżeniowa, fotografowanie ludzi, techniki niekonwencjonalne, pożyteczne narzędzia.
Zanim jednak szerzej o poszczególnych częściach, chciałabym zwrócić uwagę na to, iż już w samym wstępie autor podkreśla coś, pod czym mogę podpisać się obiema rękami. A mianowicie to, że książka ta jest zarówno dla tych, którzy w obszarze fotografii jeszcze poruszają się po omacku, a wiele ich zdjęć, nawet jeśli wyszło, to chyba tylko dzięki metodzie prób i błędów, albo jest dziełem przypadku, jak i dla tych, bardziej świadomych fotografów. Ci pierwsi znajdą w niej wiele cennych rad, w zasadzie obejmujących podstawowe techniki fotografowania i odpowiedzi na nurtujące ich pytania oraz wątpliwości typu: „chciałbym coś takiego uzyskać, ale nie wiem jak co ustawić w moim aparacie”. Ci drudzy natomiast, usystematyzują wiedzę, a często poszerzą ją o wskazówki, dzięki którym będą mogli inaczej , a szczególnie kreatywnie spojrzeć na temat swoich zdjęć. A co szczególnie pocieszające dla użytkowników mniej zaawansowanych aparatów: „…ten przewodnik porusza problemy głęboko związane z osobistym sposobem postrzegania i pomaga wyzwolić w nas wizjonera, niezależnie od posiadanego sprzętu”. Wcale więc nie musicie posiadać „superwypasionego” i koniecznie najnowszego modelu lustrzanki cyfrowej, żeby robić dobre zdjęcia.
W części pierwszej książki, Peterson omawia krótko podstawowe zagadnienia fotografii cyfrowej. Przede wszystkim, porównuje formaty plików, wskazując na różnice między JPG a RAW i przekonując czytelnika o wyższości tego drugiego nad pierwszym. O ile dla wielu pewnie nie będzie w tym nic dziwnego, o tyle traktując na temat ustawień balansu bieli, Peterson, może niektórych zaskoczyć swoim niekonwencjonalnym podejściem:
„Ludzie myślą, że balans bieli jest bardzo ważnym elementem w ustawieniach aparatu, tymczasem ja ustawiam go tylko raz i nie zajmuję się nim więcej”.
Chodzi tu o ustawieniu „na chmury”. Dlaczego akurat takie, autor, jak to ma w zwyczaju, tłumaczy za pomocą przykładów z życia wziętych (popartych zdjęciami – z zastosowaniem i bez – danej metody). Tu warto podkreślić, że w całej książce spotkacie się niejednokrotnie z odmiennym zdaniem autora na temat wielu utartych zasad stosowanych od dawna przez większość fotografów. W moim odczuciu to plus, gdyż mimo, że jest fotografem z 30letnim doświadczeniem, uświadamia nam, że nie zawsze musimy się do nich stosować.
W kolejnych częściach autor poradnika zgłębia trzy, jakże ważne w technice fotografii elementy: przysłonę, czas naświetlania i ISO, a także omawia ich wzajemne zależności. Oczywiście wszystko o czym pisze, bardzo obrazowo popiera przykładami ze swej zawodowej praktyki . Mało tego, często opisy zastosowanej techniki znajdujące się pod danym zdjęciem, poprzedza krotką historią na temat okoliczności zrobienia danego zdjęcia, czy samego miejsca, co bardzo uprzyjemnia lekturę. Pisząc o ekspozycji, Peterson podkreśla już na początku: „jest ogromna różnica między ekspozycją prawidłową a kreatywnie prawidłową ekspozycją”, by w na dalszych kartach poradnika rozwinąć temat i przekonać o tym czytelnika, oczywiście za pomocą konkretnych przykładów, a jakże. Tutaj dowiemy się także co to takiego ekspozycja nazwana dowcipnie „kogo to obchodzi”, przysłona opowiadająca i ta do kompozycji jednotematycznych, jak izolować temat używając obiektywu szerokokątnego, jakie znaczenie ma kąt widzenia, w jakich sytuacjach wykorzystywać przycisk podglądu głębi ostrości i o tym, ze ISO to grupa drwali albo pszczół - to oczywiście jedno z niezwykle obrazowych, ale za to jakże pomocnych w zrozumieniu mitu ISO porównań autora. Peterson najwyraźniej jest miłośnikiem fotografowania sytuacji wypełnionych ruchem, gdyż ten temat zgłębia chyba na wszelkie możliwe sposoby. Mamy więc omówienie zamrażania ruchu w zależności od tego w którym kierunku ruch się odbywa, fotografowania ruchu wody i obiektów w wodzie, wykorzystania funkcji zdjęć seryjnych, a także takie zagadnienia jak sztuka stosowana długich czasów do fotografowania ruchu czy panoramowanie. Czytelnik dowie się również jak, dzięki statywowi uzyskać obraz przedstawiający ruch jako element rozmyty, przy zachowaniu ostrości wszystkich elementów nieruchomych oraz jak pokazać ruch w tle zdjęcia. Po przeczytaniu książki Petersona przestanie też być tajemnicą fotografowanie ruchu przy słabym oświetleniu. Co ważne na wreszcie: „niezależnie od tego czy robimy zdjęcia zamrażające ruch, podkreślające wrażenie ruchu, czy panoramujemy, powinniśmy je edytować ”. Chodzi jednak nie o edycję w programach graficznych, (autor nie ma akurat nic przeciwko temu, ale podkreśla, że ceni sobie swój czas), a o edycję jeszcze w aparacie, polegającą po prostu na bieżącej eliminacji kadrów.
Z kolejną częścią poradnika Peterson wlewa nadzieję w serca początkujących fotografów amatorów:
„ Nieukształtowane widzenie jest bez wątpienia jednym z największych problemów, z jakim musi się uporać każdy fotograf. Jestem przekonany – zwłaszcza po 30 latach nauczania – że każdy może nauczyć się widzieć kreatywnie”.
Aż chce się czytać dalej, prawda? Ważne, by nauczyć się jak „widzą” poszczególne obiektywy i jak można je wykorzystać, w tym, w nawet najbardziej niekonwencjonalny i zdawałoby się, dziwaczny sposób. „Jeśli chcę słyszeć i mówić językiem tulipana, muszę stać się tulipanem”, a to oznacza dla Petersona sprowadzenie naszego punktu widzenia do poziomu rosnących tulipanów. Jednym słowem, według Petersona, fotograficznego widzenia nauczymy się wtedy, gdy nauczymy się wykorzystywać to, co potrafi dany obiektyw, by w pełni rozwinąć i wyrazić naszą wizję. Przy czym, w wykreowaniu fascynującego zdjęcia nie powinna nam przeszkadzać obawa, że narazimy się na śmieszność, nawet jeśli mielibyśmy tarzać się w błocie poruszając się na kolanach, czy nawet na brzuchu, po to tylko, by uzyskać pożądany na zdjęciu efekt . W tej części książki czytelnik pozna też znowu odmienną opinię autora na temat wykorzystywania tak nazwanych przez niego „ulicznych zoomów” , które według niego, są absolutnie wystarczające do tego, aby rejestrować rzeczy „prawdziwe”. Nie brakuje także porad dotyczących wykorzystania telezoomów, czy rybiego oka. Jest i o patrzeniu z góry jak i do góry. A wszystko to z naciskiem na fakt, że, jak sam autor przyznaje , lubi łamać reguły. A na koniec mamy jeszcze dostrzeganie tematu, a stąd już gładko do kolejnych, jakże ważnych zagadnień: kompozycji i światła.
Dla wielu czytelników kwestia dobrej kompozycji będzie tylko przypomnieniem znanych już dobrze zasad, jednak warto zatrzymać się w tej części książki na znaczeniu jej elementów tworzących porządek i hierarchii jaką nadaje im Peterson; po pierwsze linia, po drugie kształt, a potem forma, faktura i wzór. Tu też można zwrócić uwagę na część praktyczną poradnika; zarówno bowiem przy okazji omawiania zasad kompozycji, jak i wszystkich innych zagadnień opisywanych poradniku, Peterson nie szczędzi miejsca na zadawanie czytelnikowi konkretnych ćwiczeń. Oprócz tak oczywistych kwestii, jak zasada trójpodziału, kompozycja pozioma i pionowa, ta część książki traktuje także o umiejętnym wypełnianiu kadru, znaczeniu odpowiedniego tła i kontrastu, czy „magicznej trójki”. Poruszone zostają także zagadnienia świadomego łączenia tematów, ich zgłębiania, tematu w temacie („zdjęcie w zdjęciu”, jak to określa autor), komponowania ruchu czy naturalnego obramowania obrazu w kadrze. Przy okazji tego ostatniego, Peterson znów pozwala sobie na bardzo sugestywne porównanie:
„Brak wyraźnie określonych brzegów fotografii jest podobny do mleka rozlanego na stole. Trzeba zatrzymać mleko, by nie wylało się poza brzegi.”.
Ostatnim elementem całej układanki, który uważam za istotny w niniejszej recenzji, jest oczywiście światło. Ostatnie bowiem cztery rozdziały książki można potraktować już jako dodatek, ciekawostkę, uzupełnienie dla tych bardziej ciekawskich, dociekliwych, czy bardziej zaawansowanych fotografów. O znaczeniu światła tak natomiast pisze Peterson: „Światło jest najlepszym lukrem, jakim możemy pokryć tort, ale ono nigdy nie było – i nigdy nie będzie- samym tortem”. Lepiej chyba tego ująć nie można. Oznacza to, nie tyle zwrócenie uwagi na samo światło, co raczej na kreatywną prawidłową ekspozycję i na to, że odpowiednie światło podkreśla znaczenie i dramatyzm danej kompozycji. W tej części książki autor mówi więc o najlepszych pod względem światła porach dnia, jego roli w budowaniu nastroju, zmienności w zależności od por roku, wykorzystaniu światła przedniego, tylnego (fotografowanie pod światło) i bocznego, a także technice fotografowania w pochmurne dni. Jeśli nie wecie jak radzić sobie z szarym niebem, kontrastowymi i czarno białymi scenami , jak sfotografować tęczę, czy śnieg, korzystać z blend, a przede wszystkim umiejętnie posługiwać się „okiem kreatywnej ekspozycji” czyli światłomierzem – przeczytajcie o świetle w poradniku Petersona.
Jeśli do tego wszystkiego ciekawi Was czym się różni fotografia makro od fotografii zbliżeniowej, co autor myśli o technice HDR i co rozumie przez określenia „bracia niebo” i „pan zielone dżinsy” – sięgnijcie po prostu po jego książkę. W sposób zabawny, prosty, aczkolwiek rzeczowy i konkretny (mało tekstów a dużo obrazków w tym przypadku nie oznacza braku wartościowej treści ), Peterson poprowadzi Was krok po kroku po meandrach fascynującego, aczkolwiek rządzącego się swoimi prawami świata fotografii. Jeśli kiedykolwiek zdarzyło się Wam nie doczytać jakiegoś poradnika fotograficznego, bo autor próbował przekazać Wam wszystko naraz już na pierwszych jego stronach, to mogę zaryzykować stwierdzenie, że tu Wam się to nie przydarzy, a przynajmniej szanse na to oceniam jako nikłe. „Fotografia bez tajemnic” nie zmęczy i nie zniechęci , a wręcz przeciwnie, wciągnie i każe do siebie wracać jak do ulubionej potrawy.
Autorem recenzji jest Agnieszka Wywiał. Dziękujemy!
Wydawnictwo Galaktyka
Cena dla Ciebie: 59,90zł 53,90zł
Ilość stron: 400
Format: 14×22
Oprawa: twarda


16:53












No comments yet... Be the first to leave a reply!