Warszawskie portrety uliczne – rozmowa z Dariuszem Majgierem
Zdarzyło wam się podejść do nieznajomej osoby i poprosić ją o zrobienie zdjęcia? A może nie odważyliście się i mocno tego żałujecie? Dariusz Majgier od lat fotografuje nieznajomych spotykanych na warszawskich ulicach. Jego zdjęcia można obejrzeć na stronie internetowej www.dariusz.majgier.pl. Opowiedział nam o swojej pasji, sposobie na twórczy i niebanalny portret oraz o przyjemności, jaką czerpie z pracy z ludźmi.
Katarzyna Mróz: Portreciści zwykle podkreślają, jak ważne jest w dobrym portrecie nawiązanie kontaktu z portretowaną osobą. Wydaje mi się, że w Twoim przypadku jest inaczej. Opowiedz o swojej metodzie fotografowania ludzi.
Dariusz Majgier: Na ciekawy portret składa się wiele czynników, detali często niedostrzegalnych na pierwszy rzut oka lub działających na naszą podświadomość. Czasem drobny grymas lub nieznaczny ruch kącików ust zmienia odbiór zdjęcia. Portret portretowi nierówny, bo inaczej robi się zdjęcia biznesowe, reklamowe, spontaniczne, portrety na imprezach lub koncertach, gdzie zwykle nie ma między fotografem żadnego kontaktu, nawet wzrokowego. W każdej sytuacji można jednak wykonać interesujące zdjęcie.
To też kwestia sposobu pracy fotografa. Jedni potrzebują dłuższego kontaktu, rozmowy, poznania osoby, historii jej życia, wykonania wielu zdjęć w różnych sytuacjach, aby wybrać te najciekawsze. Ktoś inny, nie mając czasu, musi w kilka chwil zrobić ciekawe ujęcie, uchwycić to „coś”. Nie jest to proste, gdy portretowany nie lubi być fotografowany; często zachowuje się wtedy sztucznie, unika emocji, starając się przede wszystkim dobrze wypaść na zdjęciu.
Dobre technicznie zdjęcie nie oznacza dobrego portretu. Często obraz poruszony, nieostry, niedoświetlony lub zrobiony komórką może mieć niesamowity klimat dla osoby oglądającej. Ciężko nawet zdefiniować „dobry” portret, bo nie u każdego wywołuje on emocje takie jak u mnie.
Miałem do wyboru dwie opcje – fotografować szybko i spontanicznie lub rozmawiać z ludźmi i zdjęcia wzbogacać historiami. Oba rozwiązania mają wady i zalety, więc zdecydowałem się na pierwsze, dzięki czemu mogę wykonać portret przy okazji np. powrotu do domu, w każdym miejscu, niemal w biegu, bez zatrzymywania osób na dłużej, szczególnie gdy się spieszą. Wyszedłem z założenia, że w razie zmiany planów historie zawsze mogę dodać i poprosić o nie mailem.
Zresztą, podobne projekty można tworzyć na wiele sposobów, różnymi technikami, w innej stylistyce. To tylko kwestia wolnego czasu i chęci. Mam kilka nowych pomysłów, ale są zbyt czasochłonne lub kosztowne, więc czekają, może uda się je zrealizować w przyszłości.
Czy łatwo Ci się pracuje z obcymi ludźmi?
I w dodatku bardzo przyjemnie:-) Większość osób jest nastawiona pozytywnie i jeżeli tylko nie powiedzą stanowczego „nie” na początku, zgadzają się zapozować bez większego problemu. Gdy mają wątpliwości, zwykle rozwiewa je wizytówka i zapewnienie że wiem, co chcę uzyskać.
Wiele zależy też od nastawiania – mojego i modela. Ciężko jest ukryć fakt, że miało się zły dzień, a to natychmiast wpływa na nasze relacje. Chcę w ułamkach sekund zyskać czyjeś zaufanie. Dzisiaj mamy na tyle zwariowane czasy i nigdy nie wiadomo, czy ktoś nie robi zdjęcia aby wrzucić go do jakiegoś „jajcarskiego” serwisu. Szczególnie osoby starsze są podejrzliwe i nieco dłużej mnie wypytują, co jest akurat bardzo pozytywnym zachowaniem.
Mężczyźni są bardziej stanowczy – jeżeli odmawiają, to raczej nie zmieniają zdania. Z kobietami jest zupełnie inaczej, nawet gdy powiedzą „nie”, potrafią zmienić zdanie i to jest fajne, zmusza mnie do myślenia i szukania nowych argumentów, aby się zgodziły. Czasem mocno dociskają mnie do muru, wypytując o różne szczegóły, ale potrafią zgodzić się nawet gdy początkowo twierdziły, że nie są fotogeniczne, mają złą fryzurę, makijaż lub dzisiaj źle wyglądają.
Jednak większość kontaktów to bardzo krótkie, niemal ekspresowe sesje, bo przecież każdy gdzieś się śpieszy. Pytanie, odpowiedź, wyjaśnienie, pstryk, podziękowanie, wizytówka. Pamiętam sesję na kładce, pod którą był przystanek. Prosiłem kilka razy, aby modelka nie patrzyła ciągle, czy jedzie autobus. Albo gdy robiłem zdjęcie stojąc na ulicy, a modelka ze strachem w oczach ostrzegała mnie, że za mną jedzie samochód i powinienem szybko zejść. Muszę zrobić zdjęcie, a potem będę się martwił samochodem – zapozowała i wykonałem jedną z moich ulubionych fotografii.
Pamiętam scenę z dwójką starszych bezdomnych. Jeden z nich zainteresował się projektem, wyjaśniłem, co chcę zrobić, powiedziałem, że robię tylko portret, więc nie musi odkładać reklamówek. Nie był zdecydowany, ale widać było, że pomysł go zainteresował. Drugi zwyzywał mnie od pismaków, mówił, że prasa żeruje na takich, jak oni i odciągał kolegę, mówiąc mu, aby nie dał się nabrać. Nigdy nie przekraczam pewnej granicy, nie naciągam nachalnie na zdjęcie, jeżeli ktoś ma wątpliwości, chcę aby świadomie podjął decyzję o pozowaniu lub zrezygnował, po prostu aby czuł się komfortowo podejmując decyzję. I w zasadzie uznałem, że to jest ten moment, kiedy powinienem się wycofać.
Podziękowałem i chciałem odejść, ale zauważyłem ten błysk w oku. Skinął ręką, oczywiście zgodził się, odłożył w inne miejsce reklamówki, aby przypadkiem nie było ich widać. Lubię to zdjęcie, ten błysk w oku, zadowolony wyraz twarzy. Ciekawy jestem czy to pamięta, bo wydaje mi się, że przez chwilę poczuł się fajnie. Zresztą ja też.
Widzę, że po prostu lubisz ludzi. Co Cię w nich zachwyca?
Gdy wsiąknie się w życie uliczne na dłużej, świat wydaje się ciekawszy. Widzi się różne niuanse, które uciekają, gdy jest się tylko przechodniem. Nagle dostrzega się np. „rezydentów”, czyli stałych bywalców określonych ulic i miejsc, „przybyszy”, którzy pojawiają się na okresowo, „podróżników”, którzy pojawiają się w bardzo różnych częściach miasta, „przechodniów”, którzy codziennie pokonują tą samą trasę. Do tego dochodzą różne relacje między tymi ludźmi. Lubię obserwować tkankę miasta.
No cóż, „miasto jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiadomo, kto ci się trafi” – mogę powiedzieć, parafrazując Forresta Gumpa.
Portrety to fajna sprawa. Nie dostrzega się tego dzisiaj, teraz to tylko mniej lub bardziej ciekawe portrety, ale prawdziwej wartości i ładunku emocjonalnego nabiorą po latach. Tak jest zawsze, wystarczy popatrzeć na nasze stare zdjęcia z wycieczki szkolnej lub nawet fotki klasowe. Po 30 latach to zupełnie inne fotografie i kompletnie inaczej się na nie patrzy. To duża frajda zrobić komuś spontaniczny portret, pamiątkę z przeszłości. Dla wielu osób to często jedyne profesjonalne zdjęcie.
Twoim celem jest pokazanie naturalności fotografowanych osób?
Staram się raczej nie ingerować i wykonać w miarę neutralny portret, ale czasem emocje są tak silne, że musimy odczekać chwilę, aż model lub modelka przestaną się śmiać. To nigdy nie jest w pełni naturalny portret, ponieważ zaczepiając osobę, zmieniam nieco jej stan, wprawiam w radość, czasem zakłopotanie, ciekawość, niechcący prowokuję do założenia różnych masek. Staram się oczywiście, aby to była nadal ta osoba, którą widziałem, zanim ją zaczepiłem, więc czasem proszę o rozluźnienie się, wzięcie głębszego oddechu lub staram się skierować jej myśli w inną stronę.
W jaki sposób decydujesz, czy dana osoba znajdzie się w Twojej galerii?
Wszystkie osoby, które portretuję, umieszczam w galerii. Gdy zdecyduję się wykonać portret, to już nie ma odwrotu:-) Technicznie nie jest to łatwe, ponieważ muszę podjąć decyzję zwykle bardzo szybko, nie zawsze widząc dokładnie twarz i oczy. Czasem widzę kogoś z tyłu i gdy wydaje mi się, że to właśnie ta osoba, której szukam, wykonuję dziwne podchody, staram się dostrzec twarz, gapię się na kogoś, patrzę w oczy, szukam iskry. Kiedy coś we mnie zaskoczy, to wiem, że dobrze trafiłem.
Fotografujesz rozmaite osoby. Co jest kluczem, według którego je wybierasz?
Nie potrafię go precyzyjnie zdefiniować. Czasem to kwestia urody, ciekawej twarzy, mocnego spojrzenia, stylu, ubioru, gry kolorów, włosów, faktury skóry, nawet chód i sposób poruszania się ma znaczenie. Są też portrety wielowymiarowe, gdzie nie tylko model jest ciekawy, ale zobaczysz, że kolor oczu pasuje do słuchawek, kolor ubrania współgra z kolorem budynku w tle czy też włosy przechodzą płynnie w ciemną ulicę i lubię wyłapywać takie detale na etapie obserwowania, bywa, że czasem czekam w upatrzonym miejscu na konkretny typ osoby. Ale to najczęściej wybór podświadomy, po prostu gdy czuję, że warto zaczepić daną osobę, podchodzę.
Niestety, nie zawsze się udaje. Wiele osób przepada na wieki w sklepach lub knajpkach, wsiada do autobusu, skręca, zaczyna jeść kanapkę, rozmawia przez telefon i wykonuje wiele innych czynności, które utrudniają mi jej zaczepienie. Ale zdarza się, że mnie ktoś rozpozna, zaczepi i sytuacja się odwraca, więc wtedy też robię portret.
Czyje portrety cenisz najbardziej?
Nie chciałbym wymieniać nazwisk, bo jeszcze wszystkich nie poznałem i boję się, że kogoś pominę. A to wbrew pozorom nie jest banalne stwierdzenie, bo bardzo wielu zdolnych, oryginalnych portrecistów nie może się przebić i pokazać światu.
Bardzo lubię przeglądać serwisy ze zdjęciami wyszukując różne frazy, np. związane z portretem. Wśród wielu banalnych zdjęć zawsze znajdą się jakieś perełki. Polecam ten sposób, tylko pewnym problemem jest zatarcie granic między klasycznym zdjęciem i grafiką, więc może się okazać, że niektóre cudowne portrety to nie do końca zasługa fotografa, a raczej obróbki. Zresztą zawsze powtarzam, że w przypadku zdjęć artystycznych fajnie być dobrym grafikiem i fotografem jednocześnie.
Uważany jesteś za człowieka podążającego za swoją pasją. Co jest według Ciebie najważniejsze w pracy fotografa?
Uwielbiam ludzi, którzy mają pasje. To również ważna cecha, jakiej szukam u osób portretowanych. Pasję, zaangażowanie, radość z życia widać w oczach. Tacy ludzie wyróżniają się na tle innych i przekazują swoją pozytywną energię dalej.
Nie wyobrażam sobie, aby moja praca, która przecież zajmuje mi większość życia, nie sprawiała mi radości, przyjemności czy satysfakcji. To kluczowa sprawa. Nawet gdy ktoś nie ma opanowanego warsztatu, ale wkłada w to co robi całe swoje serce, to jego zdjęcia będą ciekawsze niż poprawne technicznie fotki zrobione z konieczności, bez zaangażowania. To po prostu widać.
Oczywiście pasja pomaga, ale to nie wszystko, szczególnie w kontekście zawodowej fotografii i niesamowitej konkurencji na rynku. Na początku trzeba mieć spore pokłady cierpliwości, determinacji i dużo energii, aby dotrzeć do klientów. Wyrobienie nazwiska i marki zajmuje zwykle kilka lat. Znam wielu bardzo dobrych fotografów, którzy zainwestowali w sprzęt, ale nie mają zleceń lub dostają propozycje pracy za tak małe pieniądze, że nie są w stanie utrzymać się z fotografii. To bardzo demotywujące i wtedy pasja na niewiele się przydaje.
Co najmocniej zachwyca Cię w medium fotografii?
Kiedyś, gdy byłem bardzo mały, chciałem rysować obrazy. Niestety, nic z tego nie wyszło. Więc gdy tylko zobaczyłem, co potrafi małe pudełko na klisze, zachwyciłem się. To było znacznie łatwiejsze niż rysowanie, a efekty były realistyczne o wiele bardziej niż na obrazach. Po prostu wystarczyło uchwycić to, co rysuje natura. Nawet miałem na to wpływ przestawiając przedmioty, ludzi lub czekając na inne światło (no, może przesadzam, wtedy raczej nie panowałem za bardzo nad światłem).
Wciąż mnie to zachwyca, nic się od tamtej pory nie zmieniło (no, może przesadzam, teraz znacznie lepiej panuję nad światłem). Za malowaniem obrazów już nie przepadam, chociaż nadal je podglądam, analizuję kolory, patrzę, jak malarze radzili sobie ze światłem, cieniami, jak oddawali głębię i tworzyli ciekawą kompozycję.


22:53














No comments yet... Be the first to leave a reply!